Pozwól życiu płynąć

JRK VLOG #067

Chciałem dzisiaj z Tobą porozmawiać o takiej jednej rzeczy dotyczącej planowania. Doszedłem ostatnio do wniosku, że oczywiście trzeba mieć jakiś cel. Już kiedyś o tym mówiłem: średnioterminowy, krótkoterminowy, długoterminowy. Ale uważam, że nie powinno się przesadnie planować.

Brak planu - jak to?

O wiele lepiej wychodzą mi dni, jeżeli tak naprawdę nie planuję przesadnie. Wczoraj, na przykład, spóźniłem się z nagraniem vloga bardzo. W takim sensie, że powinienem był mieć materiał wcześniej, a nagrywałem go właściwie wieczorem dopiero.

Mogłem się zestresować, ale nie zrobiłem tego zupełnie, no bo wiedziałem, że to pewnie na koniec i tak wyjdzie fajnie. I wyszedł jeden z lepszych odcinków vloga do tej pory.

Beznadzieja rodzi całkiem fajne rzeczy

Zazwyczaj jest tak, że jeżeli jest sytuacja beznadziejna, to z tej sytuacji beznadziejnej wychodzi coś, co jest całkiem w porządku. Bardzo często się na tym łapię.

Tak więc chciałbym Cię namówić, żebyś pozwoliła/pozwolił życiu płynąć. Nie planować przesadnie.


Dodatek do tego wpisu z vloga #075

I jak zwykle jadąc sobie do pracy odpalałem kilka vlogów, które codziennie praktycznie oglądam, w tym vloga Patryka Leszczyńskiego. A kolega vloger Patryk wywołał mnie do odpowiedzi trochę. Kolega vloger Patryk mówił o tym, czy lepiej planować sobie dni, czy może tak na spontanie realizować różne rzeczy, które się sobie założyło. Przytoczył to, co mówiłem w odcinku "Pozwól życiu płynąć". No więc, wywołany do odpowiedzi, chciałem trochę rozwinąć ten temat jak to u mnie jest.

Nie lubię planować szczegółowo, bo to strata czasu

Mam coś takiego, że czuję wewnętrzną awersję do zbyt granularnego planowania, w sensie takim, że nie umiem przewidzieć (mimo, że już 12 lat zajmuję się prowadzeniem projektów i mam całkiem sporo doświadczenia w tej dziedzinie) bardzo dokładnie tego ile dane czynności przy projekcie, te malutkie kosteczki składkowe, które się na cały duży projekt składają, zajmą czasu.

Nie dość, że ja tego nie potrafię przewidzieć, to jeszcze czuję wewnętrzny opór przed próbą w ogóle takiego jakiegoś estymowania ile jaka czynność zajmie.

Oczywiście wiem, że mniej więcej projekt przeprowadzki biura 100 osobowego można zrealizować w dwa lata. Że to jest taki dobry okres czasu gdzie ma się odpowiedni komfort pracy. Oczywiście wiem, że taki projekt można też zrobić w rok. I wiem, że poniżej roku już raczej będzie ciężko. To są takie duże bloki.

Natomiast gdyby ktoś się mnie spytał ile sobie założę czasu na negocjacje umowy najmu przy takim projekcie, no to wolałbym mu nie odpowiadać :). Wolałbym nie zakładać, że to będą 3 miesiące, bo co jeśli to nie będą jednak 3 miesiące
tylko 6 miesięcy? Po trzech miesiącach wyjdę z negocjacji i powiem:

sorry, założyłem sobie 3 miesiące, kończymy rozmowy!

Wiadomo, że nie.

Zacznę się obwiniać, że negocjacje trwają dłużej, mimo tego że założyłem 3 miesiące na to i w związku z tym jestem beznadziejnym project managerem? No nie, bo to jest częściowo poza moim wpływem.

Zbyt dużo na raz

Druga sprawa jest taka w moim przypadku, że mam strasznie złą tendencję do planowania zbyt wielu rzeczy dla siebie do wykonania na dany dzień. Kiedyś planowałem 15 rzeczy na dany dzień, podczas gdy cała historia mojej produktywności wskazywała, że powinno to być raczej maksymalnie 4-5 rzeczy dziennie :).

W związku z tym musiałem sobie wytworzyć jakiś mechanizm obronny: od jakiegoś czasu zakładam sobie, że są 3 rzeczy, które w ciągu dnia zrobię, z czego jedna jest najważniejsza. Jedna najważniejsza, bo jeżeli ma się więcej niż jeden priorytet to się nie ma żadnego priorytetu. A trzy rzeczy nie wymagają jakiegoś konkretnego planowania, można to zrobić między jednym łykiem kawy a drugim!


To było takie małe uzupełnienie do vloga Patryka. W ogóle to zarazem fajne i dziwne jak gość, którego regularnie na vlogu oglądasz wymienia Twoje imię i nazwisko w tym vlogu. No nic, no tak to jest. Takie czasy. Zamiast do siebie zadzwonić - nawet nie znam numeru Patryka - przez vlogi się komunikujemy :).