Ten wpis pochodzi z 24 kwietnia 2013 r.


Na forum dzwiek.org pojawił się wątek próbujący zdefiniować co to jest "polskie brzmienie" i dlaczego jest gorsze od zachodniego. Wynika z niego, że za kiepską jakość "polskiego brzmienia" odpowiadają rodzimi muzycy, którzy kiepsko grają i nie potrafią aranżować utworów. To niestety jest okrutne uproszczenie.

Wątku na forum już nie ma, bo gość który prowadził forum zmienił kilka razy zdanie co do jego formuły. Trudno :)

Niestety wątek ten był przepełniony uproszczeniami i frustracją. Nic nowego, nie?


1. Czy istnieje coś takiego jak polskie brzmienie i czy to coś złego?

We wspomnianym wątku pada teza, że definicją polskiego brzmienia jest złe brzmienie, gorsze od produkcji zachodnich. Wydaje mi się to złym założeniem, bo jest ogromna różnica pomiędzy brzmieniem płyt polskich z lat '70 i '80 i tych nagranych później. Co więcej, porównywanie się do produkcji zachodnich jest dobrym pomysłem z punktu widzenia odnoszenia się do dobrych wzorców, ale jest zupełnym nieporozumieniem jeśli chodzi o warunki ekonomiczne na zachodzie i w Polsce.

Zachodnia muzyka ma o wiele większy rynek zbytu, więc i budżety tam są inne - w Polsce nagrywa się dla 40 milionów Polaków, więc budżety są mniejsze. Co za tym idzie, polski mainstream jest produkowany za mniejsze pieniądze, brzmi więc inaczej.

Jest mnóstwo produkcji nie-mainstreamowych które brzmią bardzo dobrze, oryginalnie i bez wstydu mogłyby konkurować z produkcjami zachodnimi. Co nie znaczy, że brzmią tak samo, jak zachodnie produkcje i tu chyba jest problem, bo jeśli uznaje się za sukces naszych rodzimych muzyków, producentów i realizatorów fakt, że produkcja polska będzie brzmiała tak samo jak produkcje zachodnie, to na dzień dobry zakładamy sobie klapki na oczy i zawężamy horyzont.

Jakoś Szwedom nie przeszkadzało to, że ich metalowe produkcje w latach '90 brzmią inaczej niż produkcje zachodnie, potrafili przekuć to w atut i stworzyć coś co się nazywa brzmieniem szwedzkiego death metalu.

Czy wczesne płyty Sigur Ros lub Mum są jakimiś kamieniami milowymi w produkcji audio? Nie, ale są oryginalne pod względem kompozycji, brzmienia i produkcji - a o to chyba chodzi, żeby wszystkie elementy układanki do siebie pasowały: kompozycja, aranż, brzmienie, wykonanie.

Nie mam nic przeciwko temu, żeby wykształciło się coś takiego jak prawdziwe "polskie brzmienie", ale pozbawione kompleksów (porównywania się do Zachodu), negatywnych konotacji, oryginalne i stanowiące jakość samą w sobie. Niestety dopóki największym marzeniem naszych rodzimych realizatorów będzie zrobienie miksu brzmiącego jak zachodni, to się nie uda.

Należy iść własną ścieżką, a nie próbować równać do jakiegoś innego rynku. To się tyczy też artystów - wciąż zbyt wielu z nich zakłada sobie (albo nie zauważa, że niechcący tak im wychodzi) "będziemy polskim Coldplay, polskim U2, polskim Nickleback" zamiast tworzyć swoją, szczerą i oryginalną muzykę, bez oglądania się na inne rynki.


2. Czy słabe polskie brzmienie to wyłącznie wina kiepsko grających polskich muzyków?

Oczywiście, że nie - to bardzo krzywdzące uproszczenie. Jak wszędzie na świecie, w Polsce są bardzo dobrzy muzycy, są też średni i słabi :) Po premierze filmu "Sound City" zapanowała wśród polskich realizatorów moda na nagrywanie na "setkę", na taśmę, miks wyłącznie na stole analogowym, wyłącznie na outboardzie, najlepiej lampowym i vintage. Doszło do tego przeświadczenie, że taka metoda nagrania skutecznie odsieje dobrych muzyków od słabych i średnich - dzięki temu owi realizatorzy będą mogli pracować wyłącznie z dobrymi muzykami i jakość produkowanej muzyki będzie lepsza. To jest bullshit. Ta moda minie, bo jest tylko modą.

Naiwnością jest wiara, że istnieje metoda na odsianie dobrych muzyków od złych i otoczenie się jedynie wybitnymi artystami w swojej codziennej pracy. Podwójnie naiwne jest myślenie, że wtedy poziom dochodów z takiej działalności będzie wciąż na tyle wysoki, że pozwoli się utrzymać z produkowania muzyki. Tak jak amerykańscy producenci nie produkują wyłącznie wybitnych artystów, tak i polscy nie będą. Dobrze będzie jeżeli każdemu realizatorowi w Polsce trafi się w ciągu życia jeden odpowiednik Jeffa Buckley'a, czy też The Cure :)

Co gorsza, tak jak nie ma jednej recepty na napisanie dobrego kawałka (ba, w ogóle nie ma recepty!), tak samo nie ma jednej recepty na dobre nagranie. Muzyka w stylu Foo Fighters zabrzmi dobrze nagrana na setkę i zmiksowana w analogu, ale już np. NIN czy Meshuggah nie zabrzmią dobrze w takim zestawieniu, nie mówiąc już o innych gatunkach muzycznych. Tak jak w każdym zawodzie, należy dobrać narzędzia do zadania - zależnie od stylu muzycznego wykonywanego przez artystę powinno się nagrywać na setkę, albo na ścieżki, ostro edytować albo nie.

Przy produkcji płyty wszystkie elementy układanki mają wpływ na brzmienie końcowe - aranże utworów, zgranie zespołu, wyposażenie studia, czas przeznaczony na nagranie, wybrana metoda nagrania, miks, mastering. I z każdym tym elementem powinien się liczyć zarówno artysta, jak i realizator oraz producent. Należy podejmować odważne decyzje, ale osadzone w rzeczywistości - wykonalne w danym składzie osobowym, w danym czasie, w danym budżecie.

Słabe polskie brzmienie jest niestety wypadkową wymienionych wyżej elementów:

  • zbyt krótkiego przygotowania się zespołów do nagrania (bo ciężko jest w Polsce utrzymać się z muzyki, więc wszyscy w kapeli pracują normalnie, a co za tym idzie nie mają 20h dziennie na granie prób),

  • małych budżetów na studio,

  • zbyt krótkiego czasu zarezerwowanego w studio,

  • często przypadkowo wybranego studia i realizatora (wg zasady, że coś jest w modzie, ktoś jest czyimś kumplem, itp., zamiast dobierać studio i realizatora do stylu granej muzyki i efektu, jaki chce artysta osiągnąć),

  • ślepego zapatrzenia w zachodnie produkcje (prośby "chciałbym, aby to brzmiało jak czarna Metallica") i rodzime średnie standardy masteringu (prasowanie nagrań limiterem, żeby było głośniej niż ktośtam).

Niestety, jedna dyskusja na forum tego wszystkiego nie naprawi, na to potrzeba czasu i zmiany mentalności - nie tylko wśród muzyków, ale też wśród producentów i realizatorów. Wszyscy muszą zrozumieć, że przy produkcji stanowią jedną ekipę - będą współpracować i sobie wzajemnie pomagać aby osiągnąć cel (którym jest jakieś konkretne brzmienie, które zespół chce osiągnąć). To jest bardzo trudne w dzisiejszych czasach, gdzie często w zespole muzycy wiedzą jak każdy z nich ma brzmieć, ale już nie mają pomysłu na brzmienie całościowe zespołu. Realizatorzy często nie pomagają, tworząc sztuczne bariery - mówiąc debiutantom "to nie brzmi" (co nic nie znaczy dla debiutanta) zamiast powiedzieć "gitara Ci nie stroi, poza tym nie graj tego akordu tak, tylko spróbuj inaczej - o, tak". Bardzo często też muzycy nie mają wystarczająco dużo dystansu do siebie i swojej muzyki, i nawet gdy realizator pomaga dając konkretne rady, olewają te rady w myśl błędnej zasady "to ja jestem muzyk - ja wiem jak to mam grać".

Tak więc słabe polskie brzmienie to wina całego łańcucha decyzji przy produkcji płyty. I to się zmieni z czasem, wraz ze zmianą mentalności muzyków i realizatorów.


3. Czy Pro Tools oraz możliwość edycji nagrań na komputerze zabiły muzykę?

To jest temat ogólnoświatowy. Od lat coraz bardziej ingeruje się w nagrane ślady, obniżając tym samym "próg wejścia" dla muzyka pragnącego nagrać coś w studio.

Kiedyś nie było innej opcji, albo się umiało zagrać kawałek od początku do końca bez wtopy, albo się nie nagrywało. Dziś można ścieżkę basu skleić z 40 podejść i to wyedytować, wyrównać, przestroić. Czy to źle? Z punktu widzenia branży produkującej audio to dobrze, bo zwiększyła się ilość potencjalnych klientów, jest więcej pracy. Niestety - mało ciekawej pracy, ale coś za coś.

Kiedyś nagranie płyty było tak drogie, że tylko ktoś związany kontraktem z wytwórnią mógł sobie na to pozwolić. Teraz jeden człowiek w domu może nagrać sobie ścieżki, dać je do miksu i wydać płytę - znowu: czy to źle? Moim zdaniem dobrze - dzięki temu jest więcej ciekawej muzyki w obiegu.

Oczywiście odnalezienie tej muzyki jest trudniejsze, bo przekopać się trzeba przez większą warstwę śmieci, ale na końcu jednak znajduje się te perełki - czyli bilans jednak jest "na plus".

Przykłady? Z Polski: Patrick The Pan. Czy w tej muzyce brakuje mi "kopa" na werblu i produkcji za 100.000 USD? Nie, bo mimo pewnych niedociągnięć ta muzyka przekazuje emocje, a o to chodzi w tej całej zabawie w pisanie i nagrywanie muzyki. I o tym też było w filmie o Sound City, tylko jakoś mało kto to zauważył, a wszyscy się skupili na stole mikserskim Neve.


4. Do czego to wszystko prowadzi?

Dopóki słuchacze nie zaczną wymagać od polskich artystów oryginalności, dobrego brzmienia i nie zaczną chodzić na koncerty oryginalnie grających artystów, płacąc za bilety, a nie próbując wbić się "na krzywy ryj" lub załapać na darmowy piknik w stylu "dni miasta", nikt poza realizatorami nie będzie miał interesu w tym, żeby produkować dobrze brzmiącą muzykę. Podobnie sprawa się ma w środowisku tłumaczy - zawód tłumacza zginie śmiercią naturalną jeśli klienci nie będą widzieli różnicy między tłumaczeniem z Google Translate a wykonanym przez doświadczonego tłumacza.

Niestety, nie ma innej drogi do dobrego brzmienia niż ta, opisana powyżej, gdyż:

  • jeśli realizatorzy się obrażą na wytwórnie płytowe (że nie egzekwują jakości), na stacje radiowe (że nie odmawiają grania słabo wyprodukowanych nagrań) albo na zespoły (że nie umieją grać i aranżować), to zdechną z głodu,

  • jeśli zespoły się obrażą na realizatorów (za to, że nie pomagają osiągnąć dobrego brzmienia i zwalają na nich winę), na stacje radiowe (że nie chcą grać ich kawałków) albo na wytwórnie płytowe (że nie promują jakości) - zdechną z głodu,

  • jeśli wytwórnie się obrażą na artystów i realizatorów, to pozostanie im tylko sprzedawanie zachodnich licencji i też w końcu zdechną z głodu, bo zje ich Spotify, iTunes i Bandcamp.

Drogi słuchaczu, wymagaj jakości! A gdy ową jakość dostaniesz, głosuj portfelem i wspieraj dobrze grających, dobrze wyprodukowanych artystów, którzy tworzą coś nowego, oryginalnego i przyczyniają się do powstania polskiego brzmienia w pozytywnym znaczeniu.

(PS. A wszyscy powinni słuchać więcej płyt - tylko to wyrabia słuch i pozwala odróżnić dobre brzmienie od kiepskiego.)