Perwszy od 20 lat koncert jako perkusista

Opowiem Wam, jak to było z tym moim pierwszym od 20 lat koncertem jako perkusista.

20 lat temu

Zacząłem grać na bębnach gdy miałem kilkanaście lat, mieszkaliśmy wtedy z rodzicami w Tunezji. Ponieważ bardzo chciałem grać, za zaskórniaki kupiłem dużo arkuszy grubego kartonu i zbudowałem sobie kartonową perkusję. Ponieważ ciężko się buduje hihat (czyli te cykające dwa talerze, na których można zagrać ręką albo nogą) i werbel z kartonu, te dwie rzeczy kupiłem w lokalnym sklepie muzycznym - używane.

Potem rodzice kupili mi prawdziwe bębny. Potem wyjechałem na studia do Polski i sprzedałem perkusję, bo nie zmieściłaby się do mojego pokoju na stancji.

Painthing

Zacząłem grać na bębnach z zespołem Painthing już ponad rok temu, po to, żeby kiedyś zacząć z nimi grać koncerty. Bo po to zazwyczaj się gra w zespołach rockowych i metalowych :)

W sobotę 18 lutego 2017 r. mieliśmy zagrać nasz debiutancki koncert. W klubie mieliśmy się stawić na godzinę 17, żeby zagrać próbę dźwięku.

Naprawdę strasznie mi się nie chciało jechać wtedy do klubu. No bo realnie rzecz ujmując: to tylko pierwszy koncert z kolegami, gdzie mają przyjść znajomi, z tego żadnej kasy nie będzie, wszyscy mamy prawie 40 lat, a jesteśmy początkującym zespołem. Startujemy na równi z 20-latkami, którzy zakładają kapele na studiach. Każdy z nas ma jakieś tam doświadczenie sceniczne i to wszystko jest OK, to jest prawda, ale jednak to był debiut.

Nie chciało mi się

Nie chciało mi się zostawiać żony i dziecka w domu, poświęcać jednego z dwóch dni w tygodniu, gdy naprawdę mamy dla siebie czas, na to, żeby ten koncert zagrać. Dodatkowo po raz pierwszy od dawna przed wejściem na scenę odczuwałem taką prawdziwą tremę.

W zespole Thesis gram na gitarze na scenie od kilkunastu lat, każdy koncert jest ważny, ale ja wiem, że wyjdę na tę scenę i nie będzie wstydu. Wiem, że umiem to robić. Wtedy jest trema dotycząca tego, jak się zgramy z zespołem. Jest niepokój, co to będzie? Bo zawsze jest coś niewiadomego, jak się na scenę wychodzi z innymi ludźmi.

Przy okazji pierwszego koncertu Painthing miałęm zagrać na instrumencie, na którym przez ostatnie 20 lat nie grałem. Ćwiczyłem oczywiście ostatnio, natomiast zasadniczo nie jestem obyty scenicznie z perkusją. Nie wiedziałem, jak się będę czuł, np. grając na cudzym zestawie perkusyjnym (bo gdy supportuje się gwiazdę koncertu, to nie gra się zazwyczaj na swoim sprzęcie, tylko na cudzych bębnach rozstawionych w taki sposób, jak to pasuje bębniarzowi gwiazdy). Więc taką prawdziwą tremę odczuwałem przed wejściem na scenę i naprawdę wygodniej byłoby mi na nią nie wchodzić. Przecież mam lepsze rzeczy do roboty, np. spędzę czas z dzieckiem – to jest duży argument. Kto mi to podważy? Mogłem być lepszym tatą: zamiast się rozbijać po jakichś cuchnących klubach, zostać w domu z dzieckiem.

Zdobędę pewność

Chodzi o to, żeby przezwyciężać takie strachy.

Przecież granie muzyki to jest to, kim jestem. Robię to, od kiedy pamiętam. I powinienem to robić, powinienem właśnie mojemu dziecku pokazać, że oprócz pracy i biegania mam jeszcze hobby w postaci grania muzyki, że sprawia mi to przyjemność.

I czasami mi się tego nie chce robić, czasami będę miał tremę, będę się bał coś zrobić w związku z tym. Takie jest życie. Za każdym razem jednak, jeśli przezwyciężę tę niechęć, następnym razem będzie mi łatwiej. Łatwiej będzie opuścić strefę komfortu, którą zawsze się opuszcza gdy się wychodzi na scenę i przedstawia kawałek swojej duszy, swoich umiejętności, swojej wizji świata.

Jestem przekonany, że w momencie kiedy zagram 50. koncert na bębnach na scenie, już będę pewny, że wyjdę na scenę i zagram ten koncert dobrze. Wtedy w sobotę nie byłem tego pewien. Następnym razem, gdy zagram jako bębniarz też jeszcze nie będę pewien, ale jak już trochę będę tego miał za sobą, to ta pewność się pojawi.

I to jest bardzo, bardzo cenne.