O aplikacjach, których używam (nie zamykaj mnie w pudełku!)

Obserwuję ostatnio tendencję do usilnego próbowania wciśnięcia klienta w jakiś schemat wymyślony przez jakiegoś mega-mądrego bossa firmy produkującej coś lub świadczącej jakąś usługę. Przykłady - proszę bardzo:

  • Apple - wiadomo, to mistrzowie mówienia ludziom co będzie dla nich wygodne (przykłady: niemożność zdecydowania o domyślnych aplikacjach w systemie iOS i ostatnio usunięcie minijacka w iPhone 7 przy jednoczesnym zachowaniu złącza lightning zamiast np. USB-C);

  • Dropbox, który ostatnio zaczął udawać że jest Evernote'em (usługa Dropbox Paper, która ma za zadanie umożliwić ludziom gromadzenie notatek w Dropboksie i współpracę przy ich edycji);

  • Instagram, który zaczął udawać, że jest Snapchatem ze swoją interpretacją "stories".

To strasznie głupie i krótkowzroczne działanie. Nabiorą się na to najwyżej mało zaawansowani użytkownicy, każdy inny albo straci szacunek do aplikacji/usługi i wyniesie się gdzieś indziej, albo nie skorzysta w ogóle z takiej aplikacji/usługi.

Ale dlaczego?

Z bardzo prostego powodu - nikt nie lubi być zmuszany do czegoś. Co gorsza, każdy z nas ma jakieś swoje przyzwyczajenia, których nie lubi zmieniać.

Aplikacja lub usługa powinna odpowiadać na kluczowe pytanie:

jaki problem rozwiązuję?

I najlepiej żeby to był jeden problem, a nie sto problemów na raz.

Wolisz dobrze działającą wiele lat drukarkę i osobny skaner, czy też urządzenie wielofunkcyjne HP, które się wykrzaczy przy trzecim drukowanym PDFie?

Każdy średnio świadomy użytkownik (zwany userem) ma zazwyczaj swoje ulubione aplikacje - ja na przykład:

  • gadam z ludźmi przez Slacka;
  • dokumenty trzymałem do niedawna na Dropboxie (ale właśnie przenoszę wszystko na Google Drive, bo tam przynajmniej nic nie próbują udawać i działa superszybka indeksacja wszystkiego, co na chmurowym dysku jest zapisane);
  • notatki mam w Evernote;
  • listę rzeczy do zrobienia mam w Todoist;
  • a śledzę prowadzone projekty trochę w Trello a trochę w Todoist.

Slack

Jestem wielkim fanem Slacka, napiszę o tym jeszcze przynajmniej ze dwie notki. Pomijam już, że przypomina mi bardzo IRCa, którego lubiłem bardzo. Przede wszystkim pozwala na szybką i skuteczna komunikację z ludźmi oraz posiada mnóstwo opcji integrowania z nim innych aplikacji i usług. Ta otwartość sprawia, że wygrywa z innymi tego typu aplikacjami i wcale się nie dziwię, że rozwija się tak zawrotnie szybko.

Google Drive

Ma tańsze plany niż Dropbox, ich wyszukiwarka jest mistrzowska, do tego indeksuje super-szybko tekst z obrazków i PDF - czym zaczyna zagrażać mocno Evernote (Dropbox nie potrafi indeksować tekstu z plików). Rewelacja! Obecnie przenoszę swoje dane z Dropboksa na Google Drive. Moim głównym dyskiem w chmurze będzie usługa Google, natomiast na Dropboxie będę miał na wszelki wypadek jednostronny backup tych danych poprzez usługę CloudHQ.

Evernote

Używam od początku usługi, bardzo sobie cenię, mam tam wszystkie swoje notatki i pomysły oraz większość zeskanowanych dokumentów papierowych, dzięki temu można powiedzieć że jestem w 90% paperless.

Todoist

Najwygodniejsza lista rzeczy do zrobienia, bez niej nie wiedziałbym czym danego dnia mam się zająć, więc zająłbym się huśtaniem w hamaku. Polecam, mają aplikacje na wszystko i bardzo wygodny silnik rozpoznawania ludziego pisania, za pomocą którego można programować daty przypomnień, cykliczność zadań i inne takie fajne rzeczy - to są ułamki sekund każdego dnia, ale że często się tego używa, oszczędza się finalnie mnóstwo czasu.

Todoist ładnie się integruje ze Slackiem za pomocą Zapier'a - polecam stworzenie reguły gdzie oznaczony gwiazdką post na Slacku tworzy automatycznie pozycję w Todoiście z datą wykonania na jutro. Lista rzeczy do zrobienia robi się wtedy praktycznie sama.

Trello

Kiedyś byłem bardzo entuzjastycznie nastawiony do Trello, do tego stopnia że nawet przekonałem rodzinę do korzystania z niego w kontekście domowym (dokumenty, plany wakacyjne, itp.). Dziś już rodzina używa Slacka, ale zawodowo wciąż Trello mam i śledzę w nim duże skomplikowane projekty, gdzie jest wielu interesariuszy.

Niestety, Trello zbyt długo się opierało otwartej integracji z innymi narzędziami (mieli to w płatnej wersji Business, dopiero ostatnio zmądrzeli i wrzucili to do wersji free) a dodatkowo jest kiepskie do komunikacji, bo tam się dyskutuje o konkretnym zadaniu lub konkretnym wycinku projektu, podczas gdy Slack jest raczej kanałem do dyskusji o całym projekcie, a to wygodniejsze podejście (i wyszukiwarka w Slacku tez jest lepsza).

Trello jest super dla ludzi nadzorujących duży portfel projektów, gdzie ważne jest szybkie orientowanie się kto czym się w danej chwili zajmuje i z czym potencjalnie może miec problem - i odkorkowywaniu takich sytuacji.

Po co ja to piszę?

Żadna z wymienionych powyżej aplikacji i usług nie próbuje być kombajnem od wszystkiego, a najszybciej rozwijający się Slack wręcz minimalistycznie rozwija swój produkt skupiając się na trzech głównych funkcjach - komunikacji, wygodzie używania mobilnego i możliwości integracji z innymi usługami.

Każda z wymienionych powyżej aplikacji jest niesamowicie dobra w rozwiązywaniu jednego problemu:

  • Slack - komunikacji z zespołem i kontrahentami, gromadzenia wiedzy;
  • Google Drive - gromadzenia i współdzielenia plików;
  • Evernote - zarządzania notatkami;
  • Todoist - pamiętania o rzeczach do zrobienia i śledzenia projektów;
  • Trello - śledzenia projektów, orientowania się kto nad czym w danej chwili pracuje i gromadzenia wiedzy.

Nie ma na tej liście Dropboksa, który się pogubił i próbuje być Evernotem, jednocześnie nie realizując najlepiej swojej głównej funkcji, czyli bycia składnicą plików (hello, gdzie to indeksowanie?).

Dlatego też ostatnio zmieniłem telefon z iPhona na urządzenie z Androidem - bo Android nie zmusza mnie do niczego - mogę na nim używać jako standardowo zdefiniowanego w systemie mojego ulubionego klienta poczty, ulubionej przeglądarki PDFów, itd.

Dziś dla power-userów (których wszędzie co raz więcej) migracja z jednej aplikacji do drugiej, z jednego systemu operacyjnego do innego - to kwestia 48h. Drodzy producenci oprogramowania, drogie firmy technologiczne - czas wziąć to pod uwagę.

Będę pracował na tych narzedziach, z którymi mi wygodnie. Będę pracował po swojemu, według mojej metodologii. Nie zmusicie mnie do zamknięcia się w Waszym pudełku, bo jakkolwiek ładne i wygodne by ono nie było, to nigdy nie dopasuje się do mnie, tylko ja w końcu będę zmuszony dopasować się do niego.

A ja chcę żonglować pudełkami.