Millenialsi

Millenialsi mówią swoim przyszłym pracodawcom wszystko to, co chcieli powiedzieć ich koledzy ze starszych pokoleń, ale nie mówili, bo się bali.

Krąży fama, że są roszczeniowi i nie szanują pracy. To od nich na rozmowach kwalifikacyjnych spece od HR słyszą:

Jestem filozofem i przy okazji programistą.

Moja pasja to podróże, chcę mieć miesiąc nieprzerwanego urlopu, żeby móc podróżować. Nie zrezygnuję z mojej pasji.

Kiedy urodzę dziecko, będę chciała przejść na elastyczny czas pracy i pracować z domu.

the-truth-masks

Millenialsi mówią swoim przyszłym pracodawcom wszystko to, co chcieli powiedzieć ich koledzy ze starszych pokoleń, ale nie mówili, bo się bali. Kiedy oni zaczynali swoje życie zawodowe, wierzyli, że pracując z oddaniem, spełniając oczekiwania firmy, biorąc nadgodziny kosztem rodziny i osobistych pasji, po kilku latach dostaną zasłużone wyższe stanowisko, wyższą pensję i spokojnie będą mogli zapewnić lepszy standard życia swojej rodzinie. Oraz nadrobić czas, którego wcześniej dla niej nie mieli. To była taka umowa społeczna.

Niestety pracodawcy nie wywiązali się z niej.

Dlatego millenialsi wprowadzili inne zasady gry. Oni nie chcą czekać na optymalne warunki pracy przez kilka lat. To co, że firma obieca, że za cztery lata będzie super (a małym druczkiem dopisze: "tylko teraz poświęć się człowieku"). W ciągu tych czterech lat może wydarzyć się coś takiego, co uniemożliwi firmie wywiązanie się z obietnic. Dlatego "ci bezczelni" młodzi chcą mieć balans między życiem prywatnym a zawodowym. Od razu.

the-office

To na firmach dziś ciąży obowiązek dostosowania warunków współpracy do oczekiwań millenialsów. Te, które uparcie będą trwać przy starych nawykach, nie będą mieć dostępu do najlepszych pracowników. Co za tym idzie, nie będą miały możliwości wyprodukowania konkurencyjnych produktów. Krótka piłka. Świat się zmienił.

A czemu przyszyto im te brzydkie łatki? To robota zazdrosnych baby boomersów i pokolenia X. Oni nie mieli odwagi, żeby tak stawiać sprawy w relacjach z pracodawcami.

Zazdrość to paskudna emocja. Ja millenialsów podziwiam i szanuję. Chapeau bas. W końcu mamy jedno życie i powinniśmy przeżyć je szczęśliwie. A szczęście można osiągnąć tylko zachowując równowagę między życiem prywatnym i zawodowym.