Kocham i nienawidzę IT

JRK VLOG #075

Mam ostatnio dosyć ambiwalentny stosunek do informatyki. Z jednej strony lubię aplikacje, lubię wszystkie te usługi “software as a service”, to są super rzeczy, które usprawniają życie i pracę. Jestem jedną z niewielu osób chyba na świecie, która na takim stanowisku na jakim ja pracuję, pracuję bez asystenta, bez asystentki. Jestem sam, sam sobie ogarniam moją pracę. Mam oczywiście zespół dwudziestu paru osób, z którymi pracuję, ale nikt nie jest ze mną powiązany takim duetem funkcyjnym na zasadzie “szef <> asystent”.

Jestem sam swoim asystentem po prostu, a raczej moje aplikacje są moimi asystentami.

Pracuję sam, z moimi aplikacjami

No więc lubię SaaS, ale z drugiej strony nienawidzę ostatnio informatyki, nic w moim życiu mnie bardziej nie wkurza niż informatyka. Zacząłem się nad tym trochę zastanawiać ostatnio, bo kiedyś zawodowo się zajmowałem informatyką i zawsze było dla mnie ważne, żeby usługi IT, to wszystko co jest świadczone użytkownikom, było na wysokim poziomie, żeby było przetestowane. Odnoszę wrażenie, że ostatnio naprawdę mało który produkt informatyczny jest przetestowany, jest skończony w sensie cyklu produkcyjnego. O wiele bardziej odnoszę wrażenie, że ciągle obcuję z jakimiś niedokończonymi wersjami beta, które ciągle mają jakiś problem:

★ albo nie współpracują z czymś,

★ albo powinny z czymś współpracować ale się wysypują na tym.

Odnoszę wrażenie, że wsparcie użytkownika jest tylko po to, żeby serwować jakieś tłumaczenie w stylu:

no poczekaj na następny update,

albo

u nas to działa, to dziwne, że u Ciebie nie działa.

Strasznie to jest męczące i strasznie to jest frustrujące.

Myślę że zbyt dużo firm się naczytało poradników i historii, w których jakiś tam guru z USA mówi:

Done is better than perfect! Wypuszczaj bety, niech twoi użytkownicy będą twoimi testerami!

i tak dalej.

To, że to się kiedyś sprawdziło w przypadku Google nie oznacza wcale, że wszyscy mają tak robić. Nie wszyscy są Googlem!

To jest chyba bardziej ogólny problem, że dziś strasznie dużo jest takiego bezmyślnego inspirowania się, na zasadzie:

ktoś pracował w Uberze, to znaczy, że jak będzie pracował w innej firmie to też tak samo rozwinie tą firmę jak się Uber rozwinął.

No oczywiście, że nie - to jest skracanie perspektywy.

Czy oferować klientowi minimum?

Podobnie jest z wypuszczaniem produktów zwanych “minimum viable products”, czyli minimalnie dopracowanych produktów możliwych do sprzedaży. Motywacja do takiego działania jest z gruntu zła: taki produkt może zadowoli 70% tzw. użytkowniczego “planktonu”, czyli ludzi, którzy będą używali trzy funkcje na krzyż z tego software'u a, reszta funkcji nie ma dla nich znaczenia. Ale jest też 30% użytkowników takich jak ja, którzy:

★ albo będą mieli wszystko dobrze zrobione,

★ albo nie spoczną dopóki nie znajdą takiego software’u, który jest idealnie dostosowany do ich potrzeb.

Na prawdę nie mam czasu ciągle bawić się w naprawianie mojego telefonu, naprawianie aplikacji, które na tym telefonie nie chcą działać. Jeśli nie działa aplikacja danego usługodawcy na moim telefonie, trudno: zadziała aplikacja innego usługodawcy. Ponadto denerwuje mnie to, że ja jako klient muszę tyle swojego czasu tracić na to, żeby znaleźć odpowiednie dla siebie narzędzia. I nie ma dla mnie żadnego znaczenia, że to są “triale” 14 dni za darmo wszędzie. Nie ma to znaczenia, bo to ja muszę zrobić wysiłek, żeby przenieść moje dane do tych systemów. To jest mój wysiłek żeby przez 2 tygodnie próbować na nich pracować. To jest mój wysiłek,
żeby się przekonywać po tych dwóch tygodniach (albo w ich trakcie), że, cholera, jakaś funkcja sprawia taki problem, że nie mogę używać tego narzędzia
bo po prostu jest źle pomyślane, nieprzetestowane. Dalej: to jest mój czas jeżeli się z takiego narzędzia muszę wynieść i przenieść gdzie indziej, bo
po stronie moich potrzeb nic się nie zmieniło - dalej potrzebuję narzędzia.

Znalazłem idealny CRM!

Dlaczego ci to wszystko opowiadam? Bo jest okazja! Otóż, znalazłem ostatnio idealny CRM dla mnie, czyli dla osoby która pracuje bez asystenta, bez asystentki, samodzielnie prowadzi bardzo dużo projektów jest bardzo aktywna w życiu prywatnym (gram w dwóch zespołach muzycznych, prowadzę studio nagraniowe, ogarniam jak każdy sprawy domowe; wszystko to są takie małe projekciki). Znalazłem ideał. Szukanie tego CRMa zajęło mi 3 lata.

Idealny CRM dla takiego człowieka jak ja nazywa się Cloze. Jest płatny, jak każda dobra aplikacja, a co potrafi?

Potrafi:

★ zarządzać pocztą gmail'ową i exchange'ową i IMAPem jakimkolwiek też,

★ odkładać emaile na później,

★ połączyć się ze Slack'iem, Facebookiem, Twitterem i te wszystkie streamy informacyjne za pomocą jakiejś sprytnej sztucznej inteligencji skojarzyć z kontaktami i projektami, które prowadzisz,

★ przypomnieć Ci, że powinieneś się do kogoś odezwać, bo dawno tego nie robiłeś,

★ przypomnieć Ci, że jakiś wysłany email pozostał bez odpowiedzi,

★ wyłuskać z treści emaila deadline i stworzyć automatycznie zadanie (task).

No i przy okazji ma aplikację na iPhone’a, Androida i webową. Ideał :).


Artykuł tematycznie powiązany: Done is not enough