JRK VLOG #020

Podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami po miesiącu robienia vlogów.

Przypominajka obrazów

Po pierwsze nawet nie spodziewałem się, że tyle rzeczy w ciągu dnia mi umyka. To znaczy dopiero kiedy zacząłem robić vlogi i siłą rzeczy wracać do tego, co mi się w życiu dzieje, gdzie bywam, z kim rozmawiam itd. - bo wracam do tego dwukrotnie: po pierwsze w momencie, kiedy montuję odcinek, a po drugie, gdy on już jest zuploadowany na YouTube’a - zrozumiałem, że wiele mi z moich dni umyka. Vlogowanie pozwala mi powracać do pewnych elementów mojego dnia, które normalnie bym zapomniał. I to jest super.

Nie chodzi o takie rzeczy, jak to z kim się spotkałem, bo to zazwyczaj jeszcze pamiętam. Natomiast chodzi o różne obrazy, widoki, detale.

Widzowie

Druga obserwacja po miesiącu vlogowania to zrozumienie pewnej zasady: jeśli Wam się wydaje, że założycie kanał na YouTubie i od razu ludzie zaczną Was oglądać, no to nie, tak to nie działa.

Zacząłem jako codzienny vlogger, później stwierdziłem, że to jednak jest hardcore. Teraz publikuję regularnie trzy razy w tygodniu. To jest optymalna częstotliwość, bo po pierwsze jestem w stanie zebrać odpowiednią ilość ciekawego materiału, a po drugie nie zarzynam się montowaniem co wieczór, co razem z innymi moimi aktywnościami życiowymi stanowiłoby naprawdę problem.

Po miesiącu vlogowania trzy razy w tygodniu wychodzi na to, że ok. 40–50 osób ogląda odcinek, co jest bardzo niewielkim wynikiem, ale na pewno lepszym niż np. oglądalność postów na Facebooku. Całe szczęście nie robię tego dla oglądalności, tylko po pierwsze dla siebie, a po drugie dla mojej córki.

Ciekawsze lokalizacje

Mamy z córką taki rytuał, że za każdym razem, jak zapostuję jakiś odcinek vloga, to jej go pokazuję i razem oglądamy. Ona ma teraz dwa lata. I zasunęła mi komentarzem, że generalnie jak siedzę w samochodzie i do Was gadam, to to jest nudne. Więc będę musiał coś z tym zrobić, bo to słabe, żeby moja własna córka mi mówiła, że moje vlogi są nudne.

Co z tego mam?

Co mi w ogóle daje to vlogowanie? Daje mi dwie rzeczy.

Po pierwsze: tak dobieram to, czym się w życiu zajmuję, żebym przy okazji robienia tego nauczył się czegoś nowego. Bardzo długo w swoim życiu kompletnie zaniedbywałem wideo w tym sensie, że pierwszą moją fascynacją była muzyka (i do tej pory jest) i to jej poświęcałem czas. Jeszcze gdzieś tam w międzyczasie był rysunek, zdjęć praktycznie nie robiłem. W pewnym momencie sobie pomyślałem, że już w tej chwili technika jest na takim poziomie i takie ładne obrazy można robić bardzo małym sprzętem, że za jakiś czas będzie fajnie mieć wspomnienia w formie wideo. I tak to się zaczęło.

Żeby się naprawdę nauczyć montować wideo, kręcić ładne obrazy, zacząłem robić tego vloga. Wiedziałem, że dzięki temu będę miał taki imperatyw, żeby te trzy razy w tygodniu mieć nakręcony sensowny materiał, usiąść wieczorem (albo o świcie) i sie montażem zająć.

To jest pierwszy duży zysk, który mam z vlogowania: niezależnie od tego, ile osób mnie ogląda, uczę się montować.

Druga sprawa jest taka, że na tyle szybko żyjemy w dzisiejszych czasach, że dużo zapominamy rzeczy. Chodzę z aparatem w ręku, więc jak mam ochotę zrobić jakieś fajniejsze zdjęcie albo coś nakręcić na szybko, nawet jeżeli tego później nie opublikuję na vlogu, to mam taką możliwość. Myślę też, że jak moje dziecko będzie starsze i za 10 lat sobie usiądziemy powspominać, to będziemy mieli oczywiście jakieś zdjęcia, które robię co jakiś czas teraz, ale też będzie fajnie wrócić do tych vlogów i popatrzeć, co 10 lat temu tata miał do powiedzenia. Drugim zyskiem z vlogowania jest materiał, który kiedyś wesprze obrazami wspomnienia.